Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa Olhon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa Olhon. Pokaż wszystkie posty

piątek

Dzień Trzydziesty Ósmy - Powrót do Irkucka

Niedziela, 29.08

Siergiey specjalnie dla nas przesunął na godzinę 9 poranne nabożeństwo, abyśmy mogli w nim uczestniczyć. Pop przyjeżdża na wyspę z innej miejscowości i dziś jest tu już o 8. Na nabożeństwo przychodzi garstka osób, w większej części mężczyźni. Skąd tak mała społeczność wiernych? Wyspa stanowi najważniejszy na świecie ośrodek szamanizmu - czyżby pozostali mieszkańcy Khujir odżegnywali się od prawosławia na rzecz tej właśnie tradycji?
Tuż przed 10 żegnamy się serdecznie z Siergieyem i wsiadamy do busa do Irkucka. Kierowca jest ten sam, z którym jechaliśmy w tę stronę, jak wtedy nierozłącznie z papierosem w ustach (nic, że nie zapalonym). Jadą też z nami nasi znajomi Hiszpanie. Przez większą częśc drogi żywo dyskutują o futbolu i o koloniach hiszpańskich w Ameryce Południowej.
W Irkucku jesteśmy po 16. Prosto z dworca jedziemy marszrutką do Denisa. On akurat wychodzi do pracy i znów dostajemy klucze do jego mieszkania. Ostatnie ruble wydajemy na zakupy spożywcze na drogę. W Rosji wydałam 1/3 wszystkich pieniędzy, które wzięłam ze sobą w podróż...

Dzień Trzydziesty Siódmy - Dookoła wyspy

Sobota, 28.08

Dziś wybieramy się na wycieczkę samochodową po wyspie. Zamówiliśmy ją sobie wczoraj w pensjonacie u Nikity - najpopularniejszym ośrodku wypoczynkowym w Khujir. Jedziemy uazem podobnym do tego, jakim podróżowaliśmy po Mongolii. Razem z nami jedzie w samochodzie czwórka Hiszpanów. Robią głośne "uooo" i "uaaaa", gdy samochód podskakuje na wybojach - dla nas nic w tych podskokach niezwykłego... Prosto stąd Hiszpanie wybierają się do Mongolii, toteż dajemy im kilka wskazówek.
Po drodze zatrzymujemy się w punktach widokowych - to w wiosce, gdzie zesłańcy trudnili się rybołóstwem, to w miejscu, skąd widać "twarz Bajkału", to przy skale życzeń, to w urokliwej rybackiej zatoczce. W połowie wycieczki nasz kierowca przygotowuje dla nas obiad - zupę "uchę" z omułem, tutejszy specjał.
Dzień jest ciepły. Pomimo chmur przyozdabiających niebo, jest sporo słońca i wody Bajkału przybierają piękne kolory. Bajkał jest majestatyczny i tajemniczy, w naszej jednak subiektywnej ocenie, jezioro Khovsgol ma więcej uroku i kryje w sobie więcej piękna.
Wieczorem wybieram się do Muhameda kupić ryby na powrót do Polski. Muhamed do dwóch, które kupuję, dorzuca od serca trzecią gratis (chucha na nie z życzeniem szczęśliwej podróży) i jeszcze zaprasza mnie na swój koszt na omuła na ciepło i piwo.
Wracając, idę na spacer do skały Szamanki. Krajobraz cudnie się prezentuje w blasku zachodzącego słońca. Tuż przy skałach grupka osób trenuje z instruktorem tai-chi. Choć może to nie tai-chi, a jakiś szamański rytuał...? To święte miejsce w tradycji szmanistycznej. Tu odprawiane są obrzędy szamańskie podczas odbywających się na wyspie zjazdów szamanów z całego świata. Uważa się, że skała posiada wielką moc. Rzekomo z powodu energii, która zeń emanuje, zakazane jest, aby w jej pobliżu przebywały dzieci.
To już przedostatni dzień naszej wyprawy. Pobyt nad Bajkałem stanowi idealne domknięcie podróży po miesięcznym pobycie w Mongolii. Wycisza przed powrotem do zostawionej kilka tysięcy kilometrów stąd codzienności. Niemniej im bliżej powrotu do domu, tym częściej pojawiają się tęsknoty...
Walczę od wczoraj z przeziębieniem. Kolejno tu się rozchorowujemy - wpierw Wiesiek, potem ja, Roman i Aga.
Wieczorem wybieramy się z Romkiem na koncert muzyki etnicznej. Koncert odbywa się w gerze. Płonie w środku ognisko, a zespół złożony z trzech osób gra na różnych folkowych instrumentach i śpiewa. Momentami ich muzyka przypomina tę, którą można usłyszeć na ulicach w wykonaniu Indian, momentami brzmi szamańsko...

Dzień Trzydziesty Szósty - Rower, omuły i bania

Piątek, 27.08

Cerkiewna muzyka dobiega z kościółka już od 5 rano. W niecałą godzinę dołącza do niej pisk rybitw, szczekanie psów, muczenie krów i wtopiony w ten gąszcz odgłosów delikatny śpiew ptasi. Chór obwieszcza wyspie nadejście nowego dnia. Noc była ciepła - zegarek Wieśka pokazuje, że jesteśmy na wysokości 540mnpm. To znaczny skok w dół po pobycie w Mongolii.
Wybieramy się dziś z Romkiem i Lucynką na rower. Krętymi piaszczystymi dróżkami jeździmy po pagórach w półudniowo-wschodniej części wyspy. Z wiatrem we włosach i mnóstwem radości zjeżdżamy w dół kolejnych wzniesień, na które wcześniej przyszło nam wyjeżdżać. Jedziemy w stronę Bajkału i główną drogą wracamy do Khujir. Rowery oddajemy po 6 godzinach.
Czas na rybę. Odwiedzamy Mohameda i zjadamy ciepłe wędzone omuły w towarzystwie szczeniaka, który uprasza się błagalnym spojrzeniem i merdaniem ogonka o choć kawałek skórki.
Na 19 zarezerwowaliśmy sobie banię. Bania co prawda bardziej przypomina suchą saunę niż banię - jest tu blaszany piec i drewniane ławeczki do siedzenia - niemniej przynosi wspaniały relaks po dniu pełnym wysiłku. W pomieszczeniu obok właściwej bani znajduje się duża balia z zimną wodą do polewania się. Stąd wchodzi się do pomieszczenia, które służy za przebieralnię i zeń już bezpośrednio do ogródka gospodarzy.
Gdy wracamy na swój biwak, słyszymy znajome bicie dzwonów i towarzyszące mu wycie psa. Doprawdy jest tu magicznie!

Dzień Trzydziesty Piąty - Między brzegiem Bajkału a cerkwią

Czwartek, 26.08

Rano umówioną taksówką zabieramy się na dworzec autobusowy i tu wsiadamy do marszrutki, która zawiezie nas do miejscowości Khujir na wyspie Olhon. Podróż, wliczając w to czas długiego postoju na obiad, trwa około 6 godzin. Po drodze mijamy rozstawione dla turystów gery (jakże swojski to widok!) i pasterzy na koniach zaganiających krowy. Kierowca przystaje przy stosiku owo i wychodzi z samochodu, by dorzucić nań monetę. Obok kierownicy ma ikonę z wizerunkiem Chrystusa, najwyraźniej jednak wyznawana religia nie kłóci mu się z hołdowaniem tradycjom szamanistycznym. Należy przecież zapewnić sobie przychylność duchów - na wyspie jest ich więcej niż gdziekolwiek indziej...
Na wyspę przepływamy promem. Chmury wiszą nisko i krajobraz spowity jest mlecznosinym woalem. Jego Wysokość Bajkał ubrany jest w szarości.
Khujir jest największą miejscowością na wyspie. Mówimy kierowcy, że chcemy dostać się tu pod cerkiew z niebieskimi kopułami. Pyta nas do kogo jedziemy, mówimy więc, że do Siergieya. Z Siergieyem kontaktowaliśmy się wcześniej przez couchsurfing. Wedle naszej wiedzy opiekuje się tu parafią. Kierowca podwozi nas pod ośrodek wypoczynkowy położony tuż obok cerkwi. Zagaduje mężczyznę za bramą, że go szukamy, a nam mówi: to Siergiey. Siergiey może i tak, ale nie nasz! Siergiey, którego kojarzymy ze zdjęcia, ma brodę i jest dużo młodszy! Niemniej Siergiey stojący przed nami wita nas z serdecznym uśmiechem i zaprasza do środka. Już chce nas lokować w jednej ze swoich daczy, kiedy mówimy mu, że jesteśmy umówieni z Siergieyem, który mieszka na parafii. Patrzy na nas teraz trochę spod oka, ale prowadzi nas przez teren swojego ośrodka pod cerkiew. Dzwoni też do "naszego" Siergieya i przekazuje mi słuchawkę telefonu. Akurat go nie ma, gra w tenisa, ale będzie za 40 minut. Mówi, gdzie możemy rozstawić namioty. Ledwo składamy na ziemię plecaki, już są przy nich dwie kozy - jedna duża, druga mała i zaczynają się nimi posilać. Zgodnie ze wskazówkami rozbijamy się na połaci zieleni pomiędzy cerkwią a brzegiem Bajkału. Ależ tu pięknie!
Siergiey przyjeżdża na rowerze. Wita się z nami niezwykle ciepło i zachęca, by się rozgościć. W pobliżu mamy wychodek z polową umywalką, a w cerkwi jest samowar do gotowania wody i tam też możemy złożyć swoje plecaki. Cerkiew jest w trakcie remontu - przyjechał malarz z Nowosybirska i malują razem z Siergieyem w środku sceny z życia Chrystusa. Przez cały dzień, od świtu do późnego wieczora z cerkwi płynie muzyka sakralna, tworząc niezwykły nastrój w jej otoczeniu. Siergiey przedstawia nam też kozy: starsza to Marta, a mały koziołek to August. August ma imię od nazwy miesiąca, w którym się urodził, a więc ma zaledwie miesiąc!
Styl życia Siergieya mnie zachwyca. Żyje tu sobie tak spokojnie, w swoim rytmie, w zgodzie z tym, co gra w jego duszy. Wymknął się zgiełkowi "wielkiego świata" i schematom, wedle których ów świat stara się formować nasze życiowe ścieżki. Jest tu szczęśliwy.
Wybieramy się na spacer po miejscowości. Drogi są tu piaszczyste, a wzdłuż dróg układają się rzędy drewnianych domków z rozkwieconymi rabatami w ogródkach. Są sklepiki z souvenirami, wypożyczalnie rowerów i budki, w których można kupić wędzone ryby. W jednej z takich budek zaprzyjaźniamy się ze sprzedawcą. Pochodzi z Azerbejdżanu i na imię ma Muhamed - jest dumny z tego, że to imię proroka. Wydaje się być znużony tutejszym rytmem życia. Marzy o wyrwaniu się do dużego miasta.
Wśród sprzedawanych to tu to tam pamiątek są drobiazgi z kory brzozowej, naszyjniki z ametystem i wymalowane pejzażami kamienie z Bajkału. Nas najbardziej zaskakują wszechobecne magnesy na lodówkę z podobizną... Putina i Miedwiediewa! Twarz jednego lub drugiego pokazuje się na magnesie, zależy pod jakim kątem nań spojrzeć.
Wieczorem Siergiey wraz z przyjacielem wygrywają na dzwonnicy stojącej przed cerkwią melodię. Na dźwięk pierwszego dzwonu przybiega do nich pies i akompaniuje biciu dzwonów, wyjąc i szczekając. Przychodzi też żona Siergieya z trójką ich dzieci. Siergiey bierze najmłodsze z nich na ręce i sadza przed sobą na drewnianym opłotku. Wkłada mu w rączkę sznurek od dzwonu i wydzwaniają dalszą częśc melodii razem. Czarodziejsko.
Kolację jemy przy drewnianym stoliku stojącym pod cerkwią. Marta i August wpraszają nam się do stołu. Chętnie by coś uszczknęły, choćby miał to być kawałek siatki. Od Siergieya dostajemy ogórki z jego szklarni. A szklarnia pełna jest ogórków i pomidorów, tak dużych i zdrowych, że aż zadziwiają.
Niezwykle gościnne i przyjazne to miejsce! I jaki piękny nadbajkalski zachód słońca...

Info praktyczne: marszrutka z Irkucka na wyspę Olhon: 500 rubli